Napisali o mnie

Wywiad dla Wirtualne Kosmetyki

Wywiad Olivia Plum u Lidii Lewandowskiej z Wirtualnych Kosmetyków

Poznałyśmy się na ostatnich Ekocudach w Warszawie. Dziewczyna zrobiła na mnie pozytywne pierwsze wrażenie. Jest energiczna, uśmiechnięta, zaangażowana, sama wychodzi z inicjatywą, szuka nowych świeżych pomysłów. Nazywa się Ania Śliwińska, od ponad roku jest właścicielką firmy kosmetycznej Olivia Plum.

Miałyśmy spotkać się dłuższą rozmowę tuż po targach. Jak to w życiu bywa – minęło prawie pół roku nim udało nam się zgrać kalendarze.

Ania na dzień dobry jasno deklaruje, że nie chce, by Olivię Plum postrzegać w perspektywie manufaktury, jakiegoś projektu bardziej hobbystycznego niż biznesowego. To nie jest żadna tam sztuka dla sztuki. Może skala na razie nie jest duża, ale wszystkie działania podejmuje z zamiarem rozwoju biznesu i jego skalowania.

Ten rok to dla mnie przede wszystkim wyzwanie rozwoju dystrybucji – mówi właścicielka Olivii Plum.

I nie są to puste deklaracje. Anna konsekwentnie umawia kolejne spotkania z menadżerami platform i drogerii internetowych. Interesują ją też sklepy stacjonarne, concept store’y, pop-up store’y, w których jest miejsce na dobre kosmetyki. Jak niemal każdy producent kosmetyków naturalnych trochę żałuje, że rynek nie rozwija się równolegle. We Włoszech jest mnóstwo specjalistycznych sklepów wyłącznie z ofertą kosmetyków naturalnych. W Polsce takich punktów wciąż jest niewiele, a patrząc na ruch podczas rozmaitych eko-targów potencjalnych klientów nie powinno brakować… Wyraźnie jednak zielony trend czują duzi gracze detaliczni. Sieci handlowe wyodrębniają coraz więcej miejsca na półce dla kosmetyków eko. Na razie jednak Ania nie widzi Olivii Plum u rynkowych gigantów. Woli mniejsze drogerie, gdzie właściciele selektywnie dobierają marki i polecają konsumentkom te, do których sami mają przekonanie.

Wyjść ze strefy komfortu. Na swoje…

Jej dotychczasowe życie zawodowe było mocno związane z marketingiem. Zarządzała kilkoma znanymi markami w Polsce. Pracowała również dla polskiej firmy w Turcji, kiedy producent wchodził na tamtejszy rynek. Ma także spore doświadczenie w e-commerce - w dużej polskiej firmie odpowiedzialna była za działania marketingowe na pięciu rynkach zagranicznych. W pewnym momencie postanowiła jednak, że musi wyjść z tej strefy komfortu. Comiesięczne wynagrodzenie wpływające na konto na pewno zapewnia spokój i stabilizację, ale Anna czuła od jakiegoś czasu, że to już jej nie wystarcza.

Może to zabrzmi górnolotnie, ale zdecydowałam w końcu, że muszę zacząć spełniać własne marzenia, nie tylko czyjeś - mówi z uśmiechem. Stworzyć własne produkty, pod własną marką. Wziąć za to pełną odpowiedzialność - dodaje.

Podkreśla zresztą mocno, że to, co najbardziej ją w marketingu kręciło, to właśnie tworzenie produktów: wymyślanie ich koncepcji od początku do końca. Lubiła dopasowywać nowości do potrzeb grupy docelowej. Poznawać rynkowe trendy. Planować komunikację nowych wdrożeń. Teraz musi wykorzystać tę wiedzę pod własnym szyldem. Mówi, że praca nad własną marką sprawia wiele radości, choć zajmuje jej znacznie więcej czasu niż osiem godzin na etacie, nawet wliczając nadgodziny.

Zawsze się mocno angażuję. Przy ważnych projektach bez mrugnięcia okiem zostawałam w pracy dłużej, teraz - kiedy pracuję u siebie - nawet tych "nadgodzin" już nie liczę - żartuje.

Skoro jednak powiedziało się A, to odwrotu jej zdaniem nie ma.

Grecka oliwa robi różnicę

Tradycyjne pytanie, jakie każdy zadaje kosmetycznej młodzieży, to skąd pomysł na biznes w tej branży? Anna nie miała wcześniej przesadnie bliskich związków z kosmetykami, poza osobistymi.

Od zawsze miałam kłopoty z cerą – mówi. Trądzik i alergia. Trudne połączenie, które mimo zdrowej diety i uważnej pielęgnacji, łącznie z farmaceutykami, nie chciało wcale przejść z wiekiem.

Zresztą dziś coraz więcej kobiet po 30-tce wciąż z trądzikiem się zmaga. Pewnie tak na twarzy uwidaczniają się stresy, które rozregulowują układ hormonalny. W przypadku Ani trudno jej było znaleźć dobre i skuteczne produkty, które pomogłyby uporać się z trądzikiem, a przy tym nie podrażniały skóry. Gdzieś za granicą przetestowała pewną markę kosmetyków naturalnych. Miała poczucie, że te produkty lepiej służą skórze niż wcześniej stosowane kosmetyki. Zaczęła więc zgłębiać temat: więcej o kosmetykach naturalnych czytać, poznawać nowe marki…. Wciąż jeszcze było to jednak zainteresowanie raczej konsumentki niż potencjalnego producenta.

Kiedyś podczas wakacji Anna spróbowała greckich mydeł na bazie wysokogatunkowej oliwy z oliwek. Była mocno zaskoczona skutecznością. Po pewnym czasie skóra na twarzy wyglądała zdecydowanie lepiej. Nie była sucha ani napięta, nie trzeba było kilka razy w ciągu dnia dokładać na nią porcji kremu, wypryski przestały wyskakiwać jeden za drugim. Anna stwierdziła, że skoro taki podstawowy produkt może robić tak wielką różnicę, to chciałaby właśnie w to wejść na 100%. To był ten pozytywny impuls, by stworzyć markę, która takie mydła będzie miała w swojej ofercie.

Jak Śliwka w kosmetyki…

Z nazwą nie było żadnych wątpliwości.

Od zawsze wszyscy mówili do mnie Śliwka. Pierwsze kosmetyki powstały na bazie oliwy z oliwek, a więc jedyną nazwą jaką mogłam sobie wymarzyć było połączenie dwóch słów: śliwki i oliwki. Tak właśnie zrodziła się Olivia Plum – śmieje się Ania.

Zależało jej na wysokiej jakości surowców. Współpracę nawiązała więc z greckimi dostawcami. Gaj oliwny, z którego pozyskiwana jest oliwa do jej kosmetyków, prowadzony jest przez jedną rodzinę od wielu pokoleń. Anna ma zaufanie do ludzi, którzy znają się na swoim fachu i wkładają całe serce w prowadzony przez siebie interes. W Grecji zdecydowała się również produkować mydła - flagowy produkt swojej marki.

Kiedy komuś mówię, że jestem producentem mydeł naturalnych, to niektórzy widzą domową kuchnię przerobioną w kosmetyczny warsztat. Albo jakiś przydomowy garaż, w którym te kostki powstają. W moim przypadku tak nie jest i nie było. Nie jestem chemikiem, produkcję powierzyłam więc specjalistom, profesjonalnym firmom, które mają duże doświadczenie w produkcji kosmetyków – jasno deklaruje.

Anna uważa, że biznes budują przede wszystkim relacje.

- Często jest tak, że nasi dostawcy stają się naszymi przyjaciółmi, bądź odwrotnie - zapraszamy do współpracy bliskie nam osoby. Oprócz kosmetyków sprzedajemy ręcznie robione akcesoria, m.in. porcelanowe mydelniczki, robione w Stambule przez męża mojej nauczycielki tureckiego – opowiada.

Mydło na dobry początek

Dziś w portfolio marki są już nie tylko mydła – choć rzeczywiście to jej kluczowe produkty (aktualnie w ofercie Olivii Plum jest 9 wariantów mydeł w kostce, 3 w płynie). Po roku działalności w ofercie Olivii Plum znajdują się także, m. in. olejki do twarzy, olejek do demakijażu, olejek do ciała, olejek do brody i zarostu dla mężczyzn, balsam do ust. Właścicielka podkreśla, że marka jest jednak dedykowana stricte kobietom. Kosmetyki męskie są raczej uzupełnieniem oferty, czymś co fanka kosmetyków naturalnych może kupić swojemu partnerowi czy tacie. Co ciekawe sporo mydeł ma jednak świetne recenzje wśród facetów – np. mydło z aloesem i ziołami uważane jest przez panów jako idealne do mycia twarzy, ciała, a nawet brody.

Najlepiej sprzedające się produkty w ofercie Olivii to mydło z ziarnami maku i mydło z różową glinką, mydło w płynie z różą, olejek do twarzy jojoba z rumiankiem oraz olejek do demakijażu. Dobrze przyjęły się również balsamy do ust – zresztą ten kosmetyk powstał z osobistych potrzeb właścicielki i odkąd zadebiutował, zawsze ma go przy sobie. Marzy się jej ciąg dalszy w tej kategorii: delikatny balsam z funkcją subtelnej koloryzacji, który nie będzie wysuszać ust jak standardowe szminki.

Inspiracje, małe radości i trudny hejt

Miłością Ani są podróże. To podczas wyjazdów znajduje kolejne ciekawe składniki, które próbuje przełożyć do swoich produktów. Zagląda do lokalnych sklepów kosmetycznych. Testuje, porównuje, szuka pomysłów dla Olivii Plum. Jej globtroterskie zamiłowanie wpłynęło na to, że z założenia część produktów jest sprzedawana w wersjach mini, by można je było spokojnie wziąć na pokład samolotu. Ania podkreśla, że bardzo przykłada się do tego, by jej kosmetyki były synonimem wysokiej jakości.

W swojej marce wprowadzam tylko to, co przetestowałam na sobie, a receptury naszych kosmetyków charakteryzują się krótkim i prostym składem.

Najbardziej szczęśliwa jest, kiedy słyszy pochwały zadowolonych klientek. Kiedy wracają do niej na targach te same osoby, kupując kosmetyki na zapas. Kiedy wizażystki chwalą jej olejek do demakijażu. Kiedy klientki kupują produkty Olivii swoim koleżankom na prezent. Uważa, że w tym momencie taka reklama szeptana i osobiste polecenia mają wielkie znaczenie dla jej marki.

Z krytyką radzi sobie zupełnie dobrze, póki jest to krytyka konstruktywna, a nie zwykły hejt.

Jeśli jakaś osoba pisze, że nasz produkt ją uczulił, to rozmawiam z nią, sondując, czy na pewno był to kosmetyk dopasowany do jej typu skóry. Niektórzy błędnie uważają, że jeśli kosmetyk jest naturalny, ma krótki i prosty skład, to na pewno nie uczuli, a to przecież bardzo indywidualna kwestia i żadna, najbardziej szczegółowa ocena bezpieczeństwa, nie wykluczy takiej możliwości – podkreśla.

Uważa jednak, że hejtu w sieci jest stanowczo za dużo, a przedsiębiorcom często jest bardzo trudno na to reagować. Hejt może niszczyć reputację marki, co szczególnie w przypadku niewielkich firm może być katastrofalnym tsunami.

Nie ma jednak, co się użalać, trzeba robić swoje najlepiej jak tylko można – stwierdza krótko.

Miedzy nami konkurentami

Pytam, jak wyglądają relacje między młodymi producentami kosmetyków. Ostra konkurencja czy raczej wzajemne wsparcie?

Jak w każdej grupie znajdą się osoby, które sukcesy innych rażą i najchętniej podstawiliby nogę, ale częściej jednak spotykam się z branżową solidarnością, szczególnie wśród firm, które debiutowały w podobnym czasie. Sama staram się być wobec konkurentów życzliwa i wolę się otaczać ludźmi, którzy emanują pozytywną energią. Karma wraca – uśmiecha się.

Mówi, że bardzo sobie ceni pozytywne opinie od kolegów-producentów. Sama zresztą również rekomenduje udane kosmetyki innych firm z "zielonego" segmentu. Lubi na przykład delikatne kremy do twarzy marki Mewa, serum rozświetlające Iossi czy szampony i odżywki Anwen. W przypadku chemii domowej sięga po produkty Klareko i Yope.

Jestem przekonana, że za kilka lat ten segment będzie wyglądał trochę inaczej. Na razie mamy prawdziwy boom na naturalność. Zobaczymy, kto z nas przetrwa fazę startupu, kto będzie musiał zejść ze sceny, kto się z kim połączy, kto się pozwoli przejąć i komu – śmieje się Ania.

Wyzwania i niezależność

Na razie robi wszystko, by Olivii Plum się udało. Sama mówi, że praca nad własnym biznesem, to tak naprawdę praca całą dobę.

Nie mogę odciąć się od myślenia o firmie „po godzinach”. Rozmawiam często na te tematy z domownikami. Opowiadam im o swoich pomysłach. Konsultuję problemy. Na szczęście mam wielkie wsparcie w rodzinie: przede wszystkim w mojej siostrze i w moim narzeczonym. Oni wiedzą, jak ważna jest dla mnie Olivia Plum, dlatego nie irytują się, gdy po raz kolejny zaczynam rozmowę o czymś związanym z firmą – podkreśla.

Prowadzenie firmy nie jest lekkie, łatwe i przyjemne, ale jej zdaniem poczucie niezależności ma właśnie taką cenę. Dodaje też coś ważnego: własny biznes to ciągła praca nad sobą. Trzeba wciąż starać się być lepszym. Doskonalić oferowane produkty. Śledzić trendy. Być na bieżąco, z tym, co dzieje się u konkurencji. Być bardziej wielozadaniowym.

Muszę wciąż zastanawiać się nad koncepcją nowych produktów, ale w tym roku wkładam przecież buty dyrektora handlowego i pracuję mocniej nad sprzedażą – podkreśla. Każdego dnia czegoś się uczę. Mam wiele wyzwań przed sobą. Ćwiczę się w cierpliwości i uważności. Pokonuję własne słabości, a to czyni mnie silniejszą. To jest dla mnie ważne – konkluduje.

Dobre rady?

Mówi, że odkąd założyła firmę usłyszała ich sporo, niektóre zapisała sobie gdzieś w notesie czy telefonie. Uważa, że najważniejsza to ta, by wierząc w swój biznes, nie tracić determinacji. Czasem sama sobie przypomina taką angielską sentencję: „If the opportunity doesn't knock, build the door”.

Chciałaby, by jej firma wniosła do świata coś pozytywnego, oprócz dobrych produktów oczywiście. Inspirują ją takie marki, jak Patagonia czy Toms. Odpowiedzialne społecznie, dzielące się dobrem z biedniejszą częścią świata. Promujące recykling zamiast zachłannego konsumpcjonizmu. Olivia Plum ma również być marką, która taki pierwiastek dobra pomnoży.

To jednak nie może być nigdy robione z pobudek PR-owych. Wtedy przestaje być szczere, a nie o to przecież chodzi, prawda? – bardziej stwierdza niż pyta.

Udało mi się jednak wycisnąć z niej, że finalizuje projekt, który realizowany będzie w Boliwii. W tym kraju działa już jej siostra, która poznała wiele lokalnych bolączek z naszej perspektywy nawet trudnych do wyobrażenia.

Annę cieszy, że wybrała branżę, w której może dawać innym radość. Zadowolenie klientek jest dla niej bardzo budujące. To właśnie satysfakcja innych jest tym, co najbardziej dodaje jej skrzydeł i wiary, że warto było zacząć przygodę z własnym biznesem kosmetycznym.

Oryginalny tekst znajdziesz TUTAJ

tekst: Lidia Lewandowska, Wirtualne Kosmetyki


To miejsce, w którym możesz dowiedzieć się więcej na temat mnie , mojej marki i po co to wszystko.

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów

Zapisz się do naszego newslettera
i bądź z nami na bieżąco

Zgarnij -10% rabatu na zakupy!